Logowanie



Home Strona główna
Strona główna
Ks. Andrzej Paryś w Liszkach PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Kowalik   

Dziś o kolejnej setnej rocznicy. 23 lutego 1918 roku parafię w Liszkach objął ks. Andrzej Paryś, niewątpliwie najwybitniejszy proboszcz lisiecki XX wieku.
Urodzony 8 sierpnia 1882 roku w Sobniowie pod Jasłem (dziś część miasta), po ukończeniu tamtejszego gimnazjum studiował teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Święcenia kapłańskie otrzymał 8 lipca 1906 roku. Już na początku drogi duszpasterskiej Opatrzność skierowała go na naszą ziemię. Pierwszą placówką, na którą trafił była parafia św. Bartłomieja w Morawicy. Potem pracował w Czernichowie, Zatorze, Andrychowie oraz w dwóch krakowskich parafiach: św. Józefa i św. Anny. W latach I wojny światowej zaangażował się w tworzenie zrębów organizacji młodzieży katolickiej na terenie diecezji krakowskiej. W II Rzeczypospolitej pełnił funkcję prezesa, a potem asystenta kościelnego Katolickich Stowarzyszeń Młodzieży diecezji krakowskiej.

Trudno zmierzyć osiągnięcia duszpasterskie wybitnego kapłana, to sfera sumień ludzkich niedostępna historykowi, dużo łatwiej mówić o jego zabiegach w celu upiększenie kościoła i materialnego rozwoju parafii. Zasługą ks. Parysia jest m.in. zakup dwóch dzwonów (w miejsce zarekwirowanych przez Austriaków), remont świątyni (zakup witraży, wymiana posadzek i dachu oraz otynkowanie ścian zewnętrznych), kupno organów (w 1936 roku),  a po II wojnie światowej elektryfikacja kościoła. W 1920 roku nabył od państwa Suskich, właścicieli majątku lisiecko-kryspinowskiego, stojący naprzeciw kościoła budynek dawnej karczmy (lisieckie sukiennice), w której urządził Dom Katolicki. Z jego pomocą młodzież Katolickiego Stowarzyszenie Młodzieży z Rącznej nabyła dla siebie dom zwany dziś Packą. Wraz z organistą Józefem Kubieniem założył Orkiestrę Parafialną.

Ks. Andrzej pełnił także funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Kasy Stefczyka w Liszkach. Był radnym jednowioskowej Gminy Liszki. Działał w Towarzystwie Szkoły Ludowej. Jego zasługą jest utworzenie w Liszkach ochronki, czyli przedszkola. Podczas II wojny światowej energicznie kierował delegaturą Rady Głównej Opiekuńczej na parafię Liszki. Pod jego auspicjami działał szpital dra Golańskiego.

Za proboszczowania ks. Andrzeja Parysia i dzięki jego staraniom, powstał kościół filialny w Nowej Wsi Szlacheckiej, który po II wojnie światowej został siedzibą odrębnej parafii.

Ks. Andrzej Paryś, proboszcz lisiecki, a od 1928 roku dziekan dekanatu czernichowskiego zmarł 5 sierpnia 1949 roku. Na jego pogrzeb przybył sam książę kardynał Adam Sapieha. Zasłużony duszpasterz spoczął na cmentarzu parafialnym obok swego poprzednika - ks. Andrzeja Bańskiego.

Zamieszczona poniżej fotografia przedstawia ks. Andrzeja Parysia w towarzystwie nauczyciela i dzieci komunijnych. Niestety, nie udało nam się ich zidentyfikować. Sądząc po liczebności grupy mogą to być uczniowie z Jeziorzan lub Ściejowic. Stąd apel do naszych czytelników o pomoc w identyfikacji przynajmniej miejsca pochodzenia dzieci komunijnych.

 

 

 
Św. Mikołaj w Liszkach PDF Drukuj Email
Wpisany przez AK   

Z okazji święta patrona lisieckiej parafii, św. Mikołaja z Myry, publikujemy zdjęcie z jego pobytu w Liszkach. Fotografia została wykonana w 1964 roku przed plebanią. Dziś, w czasach, gdy większość małych liszczan kojarzy patrona dzieci, żeglarzy, pasterzy, studentów, piekarzy, młynarzy itd., z czerwonym gnomem odzianym w cocacolowski kubraczek, warto spojrzeć wstecz i przypomnieć sobie św. Mikołaja w prawidłowym stroju, tj. w takim, w jakim widywaliśmy go stosunkowo jeszcze nie tak dawno.

Przede wszystkim tradycyjny strój św. Mikołaja był zazwyczaj koloru białego lub żółtego, choć także czerwonym szatom pontyfikalnym nie można nic zarzucić. W Liszkach w XX wieku św. Mikołaj nosił strój biały. Na głowę wkładał białą infułę tkaną w płatki śniegu, na której widniał krzyż. Na ramiona narzucał takiego samego koloru kapę, ozdobioną okazałym złotym haftem. Z kolei na szyję zakładał stułę. Naturalnie, pod spodem miał śnieżną albę. W ręku Święty dzierżył pastorał, z tandetną kurwaturą wykonaną ze złotka. Widać autentyczną Święty spieniężył, by wspomóc ubogich.

Czasem towarzyszyły mu aniołki (jak na fotografii) lub anioł i diabeł (ten drugi potrafił niekiedy nieźle narozrabiać). Na naszym zdjęciu do orszaku św. Mikołaja dołączył ksiądz Adolf Baścik, w latach 1960-1971 proboszcz lisiecki, a dziś patron ulicy prowadzącej od rynku do boiska LKS Liszczanka.

Niestety, obecnie coraz częściej do szkół, przedszkoli i domów na terenie Gminy Liszki wpada przez komin Santa Claus. Taki upadek! I to na ziemi od średniowiecza poświęconej świętemu z Myry. Co za czasy! Co za obyczaje!

 

 
Śp. Ks. Andrzej Bański - wspomnienie kapłana PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Adam Kowalik   

100 lat temu, tzn. 18 października 1917 roku, zmarł ks. Andrzej Bański, od 26 listopada 1881 roku do dnia śmierci proboszcz lisiecki. Miejscowej społeczności parafialnej zasłużył się przede wszystkim dokończeniem kościoła wzniesionego jeszcze w 1873 roku, przez poprzedniego plebana ks. Wawrzyńca Oprzędka.

Ks. Andrzej urodził się 3 listopada 1846 roku w Swarzowie, jako syn Jakuba i Reginy Baniów. Gimnazjum ukończył w Tarnowie. W tymże mieście odbył studia teologiczne. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk bpa Pukalskiego 29 lipca 1873 roku. W tym czasie zmienił nazwisko na Bański. Dodajmy, że w przypadku nazwisk mogących wiernych gorszyć lub prowokować do żartów, taki zabieg był wówczas wśród duchownych praktykowany (na przykład św. abp Józef Bilczewski nazywał się z domu Biba). Po posłudze wikariuszowskiej w Lubzinie, Skawinie, Oświęcimiu i Włosienicy, ks. Andrzej Bański został proboszczem w Mogilanach, skąd przeniósł się za zgodą biskupa krakowskiego do Liszek.

Energicznie zabrał się do pracy przy uzupełnianiu wyposażenia kościoła, w którym w chwili jego przyjazdu do Liszek znajdował się tylko jeden ołtarz w kaplicy wschodniej Najśw. Serca P. Jezusa, wielki ołtarz prowizoryczny z desek, ambona z drzewa dobra nowa i organ.

Dzięki staraniom jego, kolatora Jana Skirlińskiego oraz wiernych, 26 sierpnia 1888 roku abp krakowski Albin Dunajewski konsekrował świątynię lisiecką. Dodajmy, że kilkanaście lat później ks. Bański zaangażował się także w działalność Spółki Oszczędności i Pożyczek w Liszkach (Kasa Stefczyka), w której przez kilka lat (1901-1916) pełnił funkcję prezesa Zarządu.

Odwiedzając na początku listopada groby naszych bliskich spoczywających na cmentarzu parafialnym w Liszkach podejdźmy także do grobu tego zasłużonego proboszcza (znajduje się przy głównej alei, niedaleko bramy) i westchnijmy do Boga w jego intencji. Wszak spędził tu 36 lat, służąc jak mógł najlepiej, naszym przodkom.

 

 

 
Na szkolnej fotografii... PDF Drukuj Email
Wpisany przez AK   

Wczoraj, w dzień wspomnienia św. Jana Kantego, Szkoła Podstawowa w Liszkach, nosząca imię tego świątobliwego profesora Akademii Krakowskiej, zakończyła obchody 200-lecia swego istnienia. W ciągu 200 lat wiele roczników zdobyło wykształcenie w tej placówce. Poniżej przedstawiamy jeden z nich. Fotografia została wykonana 23 czerwca 1951 roku z okazji zakończenia edukacji przez 7-klasę. Wśród uczniów stoją nauczyciele. Są to patrząc od lewej: kierownik szkoły Jan Stoszko, Władysława Rudolphi, ks. Józef Fudali i Krystyna Wójtowicz. Fotografia została wykonana w ogrodzie przed budynkiem szkoły w rynku (nr 5). Szukając dobrego światła pozujący ustawili się tyłem do nieistniejącego już drewnianego budynku pokrytego strzechą. Spłonął on podczas serii podpaleń na początku lat 70. XX wieku. Obecnie w tym miejscu stoi murowany dom nr 90.

Dodajmy, że dwie fotografie wykonane w tym samym czasie opublikowaliśmy w albumie "Liszki-szkice z dziejów" (s. 223 i 224), w podrozdziale o Towarzystwie Szkoły Ludowej w Liszkach.

 

 
Zielone Świątki na Bielanach PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Kowalik   

Kontynuujemy publikację wybranych fragmentów książki Feliksa Sobóla, Moje wspominki. Liszki - Schlesische Kotzendorf - Kraków, wydanej staraniem Stowarzyszenia na rzecz Ziemi Lisieckiej w roku ubiegłym.

Następne z wielkich świąt kościelnych to Zielone Świątki, kojarzące się zawsze z odpustem na Bielanach oraz z paleniem sobótek. Pogański obyczaj palenia ognia w dniu 23 czerwca, czyli w okresie przesilenia letniego, najkrótszej nocy, kościół przeniósł na najbliższe ze świąt kościelnych i tak już zostało. A przecież jeszcze Jan z Czarnolasu lokował ten obyczaj zgodnie ze staropolskim, a właściwie starosłowiańskim obyczajem w noc Kupały, czyli noc z 23 na 24 czerwca:

Gdy słońce Raka zagrzewa,

A słowik więcej nie śpiewa,

Sobótkę, jako czas niesie,

Zapalono w Czarnym Lesie.

Ale wróćmy do bielańskiego, zielonoświątkowego odpustu. Zabawy i odpusty były w czasach przedwojennych ważnymi momentami dla wiejskiej społeczności. Te drugie szczególnie dla dzieci, chociaż i starsi mieli niezłą rozrywkę - a to strzelanie do figur, a to próba siły, pchanie armatek itp. Na takie uroczystości wybierano się całymi rodzinami, furmanką, a gdy kogoś nie było stać, na piechotę.



Najczęściej jeździło się (lub chodziło) na Bielany. Odpust u ojców kamedułów odbywał się w Zielone Święta, a więc najczęściej w maju, w drugiej jego połowie, w momencie największego rozwoju przyrody. Odpust trwał przez dwa dni i gromadził ogromne ilości ludzi. Od Krakowa do Bielan kursowały Wisłą statki. Tysiące mieszczuchów wybierały się na tzw. majówkę, z furażem, piciem, jakimś instrumentem muzycznym, no i kocykiem do leżenia. Bo dopóki ziemia nie była ogrzmiana, tzn. nie przeszła jeszcze silna burza z piorunami, nie należało siadać bezpośrednio na trawie. Tysiące dziadów obsiadały obrzeża drogi prowadzącej do klasztoru, dziadów z potwornie zniekształconymi kończynami, ślepych, kulawych? Na takie znaczące odpusty jak bielański ściągały dziady z całej Polski. Ta w zasadzie religijna uroczystość miała jednak bardzo świecki, rozrywkowy charakter. Zresztą te tłumy, które przybywały na odpust, nie zmieściłyby się ani w kościele, ani na dziedzińcu. [...]

Było to chyba w 1934 roku. Z cała rodziną wybraliśmy się na Bielany, i wujek Kazek, i kuzyn Staszek (wtedy już po wojsku). Kiedy już dzieci zostały zaspokojone, a to kołaczami, a to wymyślnymi cukierkami, pozawieszały na szyi wypiekane z ciasta i ustrojone bibułkami różańce, także starsi postanowili poszukać dla siebie rozrywki. A chodziło o chęć pokazania swojej krzepy. Wujek Kazek zaczął od armatki, którą pchało się po parabolicznym torze. W zależności od siły pchnięcia armatka strzelała lub nie. Po każdym wystrzale zakładano na koniec lufy nowy nabój. I oto wujek Kazek, który miał krzepę w dłoni nie byle jaką, wali kolejno trzy razy armatką do celu, a wystrzału nie ma. Zdenerwowany pchnął za czwartym razem tak mocno, że armatka rozwaliła tarczę, a wybuch nie nastąpił. Stało się tak przypuszczalnie dlatego, że właściciel tego urządzenia oszukiwał, zakładał naboje takie, które nie strzelały, nie wybuchały. Ale wtedy wujek wnerwił się, rozwalił całą konstrukcję i zabrał się za właściciela. Był zresztą na lekkiej bańce i nikt nie mógł go powstrzymać. Zrobiło się zbiegowisko, ktoś wezwał policję, no i wujo został zamknięty za rozwalenie urządzenia i za dość poważne uszkodzenie ciała właściciela. Ojciec interweniował. Miał znajomych w policji, ale trzeba było spisać protokół, zbadać zarzuty, tak że sprawa przeciągnęła się do późnych godzin wieczornych. [...]

Fragment pochodzi ze stron: 32-33.


 

 
« pierwszapoprzednia1234567następnaostatnia »

Strona 3 z 7


Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: hosting reseller yearly cheap hosting services Valid XHTML and CSS.