Logowanie



Home
Stowarzyszenie na rzecz Ziemi Lisieckiej
Zielone Świątki na Bielanach PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Kowalik   
czwartek, 01 czerwca 2017 13:41

Kontynuujemy publikację wybranych fragmentów książki Feliksa Sobóla, Moje wspominki. Liszki - Schlesische Kotzendorf - Kraków, wydanej staraniem Stowarzyszenia na rzecz Ziemi Lisieckiej w roku ubiegłym.

Następne z wielkich świąt kościelnych to Zielone Świątki, kojarzące się zawsze z odpustem na Bielanach oraz z paleniem sobótek. Pogański obyczaj palenia ognia w dniu 23 czerwca, czyli w okresie przesilenia letniego, najkrótszej nocy, kościół przeniósł na najbliższe ze świąt kościelnych i tak już zostało. A przecież jeszcze Jan z Czarnolasu lokował ten obyczaj zgodnie ze staropolskim, a właściwie starosłowiańskim obyczajem w noc Kupały, czyli noc z 23 na 24 czerwca:

Gdy słońce Raka zagrzewa,

A słowik więcej nie śpiewa,

Sobótkę, jako czas niesie,

Zapalono w Czarnym Lesie.

Ale wróćmy do bielańskiego, zielonoświątkowego odpustu. Zabawy i odpusty były w czasach przedwojennych ważnymi momentami dla wiejskiej społeczności. Te drugie szczególnie dla dzieci, chociaż i starsi mieli niezłą rozrywkę - a to strzelanie do figur, a to próba siły, pchanie armatek itp. Na takie uroczystości wybierano się całymi rodzinami, furmanką, a gdy kogoś nie było stać, na piechotę.



Najczęściej jeździło się (lub chodziło) na Bielany. Odpust u ojców kamedułów odbywał się w Zielone Święta, a więc najczęściej w maju, w drugiej jego połowie, w momencie największego rozwoju przyrody. Odpust trwał przez dwa dni i gromadził ogromne ilości ludzi. Od Krakowa do Bielan kursowały Wisłą statki. Tysiące mieszczuchów wybierały się na tzw. majówkę, z furażem, piciem, jakimś instrumentem muzycznym, no i kocykiem do leżenia. Bo dopóki ziemia nie była ogrzmiana, tzn. nie przeszła jeszcze silna burza z piorunami, nie należało siadać bezpośrednio na trawie. Tysiące dziadów obsiadały obrzeża drogi prowadzącej do klasztoru, dziadów z potwornie zniekształconymi kończynami, ślepych, kulawych? Na takie znaczące odpusty jak bielański ściągały dziady z całej Polski. Ta w zasadzie religijna uroczystość miała jednak bardzo świecki, rozrywkowy charakter. Zresztą te tłumy, które przybywały na odpust, nie zmieściłyby się ani w kościele, ani na dziedzińcu. [...]

Było to chyba w 1934 roku. Z cała rodziną wybraliśmy się na Bielany, i wujek Kazek, i kuzyn Staszek (wtedy już po wojsku). Kiedy już dzieci zostały zaspokojone, a to kołaczami, a to wymyślnymi cukierkami, pozawieszały na szyi wypiekane z ciasta i ustrojone bibułkami różańce, także starsi postanowili poszukać dla siebie rozrywki. A chodziło o chęć pokazania swojej krzepy. Wujek Kazek zaczął od armatki, którą pchało się po parabolicznym torze. W zależności od siły pchnięcia armatka strzelała lub nie. Po każdym wystrzale zakładano na koniec lufy nowy nabój. I oto wujek Kazek, który miał krzepę w dłoni nie byle jaką, wali kolejno trzy razy armatką do celu, a wystrzału nie ma. Zdenerwowany pchnął za czwartym razem tak mocno, że armatka rozwaliła tarczę, a wybuch nie nastąpił. Stało się tak przypuszczalnie dlatego, że właściciel tego urządzenia oszukiwał, zakładał naboje takie, które nie strzelały, nie wybuchały. Ale wtedy wujek wnerwił się, rozwalił całą konstrukcję i zabrał się za właściciela. Był zresztą na lekkiej bańce i nikt nie mógł go powstrzymać. Zrobiło się zbiegowisko, ktoś wezwał policję, no i wujo został zamknięty za rozwalenie urządzenia i za dość poważne uszkodzenie ciała właściciela. Ojciec interweniował. Miał znajomych w policji, ale trzeba było spisać protokół, zbadać zarzuty, tak że sprawa przeciągnęła się do późnych godzin wieczornych. [...]

Fragment pochodzi ze stron: 32-33.


 

Poprawiony: czwartek, 01 czerwca 2017 13:57
 
Wielki Tydzień w przedwojennych Liszkach PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Kowalik   
czwartek, 13 kwietnia 2017 08:54

Okres Wielkiego Tygodnia, a szczególnie dni od środy poczynając aż po rezurekcję, obfitowały w wielką ilość obrządków liturgicznych. W środę odprawiana była nastrojowa Ciemna jutrznia ze śpiewaniem psalmów (między innymi: Jerusalem, Jerusalem, które zabijasz proroków) i gaszeniem kolejnych świec na trójkątnym świeczniku. A kiedy od czwartku wieczorem milkły dzwony i sygnaturki, na modlitwę Anioł Pański wzywano przy pomocy drewnianych instrumentów, nazywanych kłapacami i terkotkami. Te pierwsze, to ruchome drewniane młoteczki, które wstrząsane uderzały w deseczkę, wydając głuchy, donośny dźwięk. Więcej szumu robiły te drugie, w których drewniane sprężyste pióro uderzało przy obrotach o trybiki, a czynności tej oddawali się z wielkim ukontentowaniem chłopcy, małolaty, biegając wokół kościoła.

Dzwony odzywały się dopiero w niedzielny poranek, obwieszczając światu, że zmartwychwstał samowładnie, jak przepowiedział dokładnie. Ale i piątkowa liturgia - groby, i sobotnia - święcenie ognia, dawały licznym uczestnikom ogromne bogactwo przeżyć i wzruszeń.

Jak w prawie wszystkich uroczystościach kościelnych w ciągu roku, tak i w Wielkim Tygodniu oprawę zewnętrzną dawała Straż Pożarna - w wyczyszczonych na glanc butach i hełmach, z toporkami u pasa, słowem w pełnej gali.

Śmiguśny Poniedziałek, jak nazywano na wsi drugi dzień Wielkanocy, dostarczał innych wrażeń. Trudno dziś dociec źródeł obyczaju polewania się wodą, ale jest to chyba jeszcze pogański, bądź wczesnochrześcijański symbol oczyszczania się, zmywania win, odradzania się przez kąpiel wodną. I mimo, że czasami czyniono to z wielką przesadą, dziewczyny bynajmniej nie unikały tego polewania, wprost przeciwnie, czułyby się niedowartościowane, gdyby nie musiały wykręcać z wody swoich bluzek i spódnic, nie mówiąc już o głębszej garderobie.

Fragment książki Feliksa Sobola Moje wspominki (s. 31-32) wydanej niedawno przez nasze Stowarzyszenie.

Grób Pański w świątyni lisieckiej (fot. Niedziela)

Poprawiony: czwartek, 13 kwietnia 2017 09:02
 
Spotkanie z modą i naszą książką PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Kowalik   
czwartek, 02 marca 2017 08:03

W niedzielę, 5 marca 2017 roku, w budynku Zespołu Szkół im. św. Jana Kantego w Liszkach, podczas Pokazu Strojów Historycznych XVII, XVIII i XIX wieku Kobieta przez wieki, zaprezentujemy nasze nowe wydawnictwo - książkę autorstwa Feliksa Sobola Moje wspominki. Liszki -Schlesisch Kotzendorf - Kraków. 1926-1950. Zorganizowana przez Urząd Gminy Liszki impreza rozpocznie się o godz. 17. Wszystkich zainteresowanych książką zapraszamy!

 

Poprawiony: czwartek, 02 marca 2017 08:06
 
Jak ks. Lelito wystraszył sowieckich sołdatów PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Kowalik   
sobota, 28 stycznia 2017 19:00

64 lata temu, 27 stycznia 1953 roku, zapadł wyrok w procesie Kurii Krakowskiej. Wśród patriotów skazanych wtedy na śmierć (wyroku na szczęście nie wykonano) był ks. Józef Lelito, w latach 1939-1944 wikary w Liszkach, a jednocześnie kapelan Narodowej Organizacji Wojskowej. Feliks Soból w wydanej niedawno przez Stowarzyszenie na rzecz Ziemi Lisieckiej książce pt. Moje wspominki przytacza anegdotę, zasłyszaną od tego kapłana:

 

Ksiądz Lelito po wojnie pracował w Skawinie i opowiadał wielekroć o przygodzie, jaka mu się wydarzyła w Podgórkach koło Tyńca z przypadkowo napotkanymi ruskimi bojcami. Obaj byli uzbrojeni w pepesze, no i zażądali od niego zegarka: - Dawaj czasy! A ksiądz osiłek chwycił jednocześnie za obie lufy, wyrwał je z rąk zaskoczonych takim obrotem sprawy sołdatów, zakręcił nimi młyńca i odrzucił tak daleko, że chłopcy nie myśleli już o ich odzyskaniu i uciekli. Wierzę w prawdziwość tej opowieści, bo niejednokrotnie w zakrystii doświadczaliśmy jego krzepy osobiście. Przy jakichś kłótniach, przepychankach chwytał dwóch naraz za kołnierze, unosił w górę i stukał głowami.

Feliks Soból, Moje wspominki. Liszki-Schlesich Kotzendorf-Kraków.1926-1950, Kraków-Liszki 2016, s. 25.

 

Poprawiony: czwartek, 02 lutego 2017 07:58
 
Kolejna publikacja Stowarzyszenia PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Kowalik   
piątek, 23 grudnia 2016 12:41

 

Miło nam donieść, że ukazała się kolejna książka opublikowana staraniem Stowarzyszenia na rzecz Ziemi Lisieckiej. Są to wspomnienia Feliksa Sobola. Autor urodził się 17 maja 1926 roku w Liszkach i mieszkał tu z przerwami do końca lat 40-tych XX w. Te przerwy, to najpierw pobyt na robotach przymusowych w Niemczech (a właściwie wcielonym w 1938 roku do III Rzeszy Sudetenlandzie), a potem okresowe mieszkanie w Krakowie podczas nauki w szkole średniej. "Moje Wspominki. Liszki-Schlesich Kotzendorf-Kraków. 1926-1950" to opowieść o przeżyciach Feliksa Sobola w tych czasach. Zawiera opis życia w przedwojennych Liszkach (z perspektywy dziecka), egzystencję robotnika przymusowego podczas II wojny światowej, a następnie przeżycia młodzieńca zdobywającego wykształcenie w Krakowie, biorącego jednocześnie udział w działalności Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w rodzinnej parafii. Książkę uzupełnia rys życia Feliksa Sobola oraz notatka o ks. Feliksie Budzaszku, wuju autora.

W sprawie dystrybucji książki prosimy kontaktować się z członkami Zarządu stowarzyszenia:

 

  • Marek Legutko - 691-862-888
  • Adam Kowalik - 504-100-471
  • Tadeusz Jajko - 668-186-478

 

 

Poprawiony: sobota, 28 stycznia 2017 19:02
 
« pierwszapoprzednia1234następnaostatnia »

Strona 1 z 4

Who's Online

Naszą witrynę przegląda teraz 1 gość 

Polecane

Polecane strony:
BCL Sp. z o.o.
BCL Sp. z o.o. - VALUE SUPPORT SOLUTIONS - doradztwo gospodarcze, wyceny, fuzje i przejęcia.
Parafia Liszki
Strona internetowa parafii Liszki.
Piekary k. Krakowa
Strona internetowa Piekar koło Krakowa.
Kaszów
Strona internetowa Kaszowa.

feed-image Feed Entries

Latest News

Popular


Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: hosting reseller yearly cheap hosting services Valid XHTML and CSS.